Teraz pytanie do Was - bawić się w zapuszczanie tej wierzchniej warstwy i czekać, aż dorówna do reszty, czy raczej ściąć włosy na wysokości ramion? Mam z nią problem, bo jest dość mocno zniszczona i ciągle sterczy mi we wszystkie możliwe strony. Jeśli z kolei przesadzę z kosmetykami, mam tam tłuste strąki...
Zdaję sobie sprawę z tego, że może jest jakiś kosmetyczny sposób, tylko nie jestem świadoma jego istnienia :) Dlatego załączam opis aktualnej pielęgnacji włosów:
Mycie:
Alterra łagodny szampon do włosów dla skóry wrażliwej i podrażnionej, Migdały i Jojoba
Raz na 3 tygodnie Boots Baby Shampoo z SLSem
Odżywka d/s:
Odżywka b/s (tylko wtedy, gdy mam duży kołtun na głowie):
Klorane Mango odżywka do włosów lekka - wyciąg z mango włosy suche zniszczone
Oleje:
Kokosowy na włosy
Rycynowy na skalp
Maska:
The Body Shop Rainforest radiance butter (dopiero dwa użycia, nie jestem przekonana czy działa)
Do niedawna używałam henny z LUSHa, ostatni raz pod koniec listopada 2012. Teraz chcę wrócić do naturalnego koloru.
Dodam, że ten cały zestaw pielęgnacyjny bardzo dobrze działa na spodnią warstwę włosów, które są bardzo miękkie i błyszczące. Miałam nadzieję, że wierzchnia warstwa po prostu potrzebuje więcej czasu, ale niestety efektów jak nie było, tak nie ma...
Bedę bardzo wdzięczna za wszelkie rady :)

























